![]()
POCZĄTKI, czyli MAŁŻEŃSKI DUET
w składzie:
ELA KOŁODZIEJCZYK — śpiew, gitara klasyczna, przeszkadzajki
PAWEŁ KOŁODZIEJCZYK —
gitara elektroakustyczna, śpiew

fot. Justyna Paluch
Nazwa BETTY BLUE zaistniała na scenie (około)szantowej 24 lipca 2005 roku. Chrzest jeszcze wówczas duetu odbył się w przepięknej scenerii — na scenie ustawionej nad samym brzegiem Wielkiego Błękitu w Pobierowie. Pierwszy występ i… od razu II nagroda na Festiwalu Piosenki Morskiej "Złoty Sekstans". A zaraz później II nagroda ("Śnieżnobiałe Gęsie Pióro") za najlepszą piosenkę autorską na Festiwalu Piosenki Wodniackiej "Szantomierz" w Sandomierzu. Uskrzydlone po owocnych wakacjach błękitne małżeństwo z zapałem tworzy nowe piosenki i pod koniec roku rusza na Przegląd Piosenki Żeglarskiej "Morskie Opowieści" w Morsku, skąd przywozi do Wrocławia wyróżnienie za tekst autorski i wykonanie piosenki pt. "Ballada o Józefie i jego szlafkumplu." Wraz z nowym 2006 rokiem w głowach coraz częściej pojawiają się myśli dotyczące rozbudowania możliwości aranżacyjnych zespołu. Dwie gitary to za mało, by przekazać tyle muzyki, ile im się marzy. Tęsknią zwłaszcza do głębi, którą daje bas. Pomoc okazuje się być na wyciągnięcie ręki…
DWA DUETY, czyli KWARTET
w składzie:
ELA KOŁODZIEJCZYK — śpiew, gitara klasyczna, przeszkadzajki
PAWEŁ KOŁODZIEJCZYK —
gitara elektroakustyczna, śpiew
JUSTYNA PALUCH
— przeszkadzajki, śpiew
ROBERT KULPA
— gitara basowa
fot. Justyna Paluch
Marzec 2006 to podwojenie sił zespołu. Do "starego dobrego małżeństwa" Pawcio-Kwiatuchów dołącza "młode dobre małżeństwo" KulPaluchów: Justyna Paluch i Robert Kulpa — ich wieloletni przyjaciele. To jeden z najsympatyczniejszych okresów w historii zespołu (ach, te próby płynnie przechodzące w wielogodzinne pogaduchy, te wspólne muzyczno-towarzyskie wyjazdy… łza się w oku kręci!) Mimo że ani Justa (raczej introwertyczna bibliotekarka i poetka), ani Robson (nieśmiały bard z Krainy Łagodności) nie mają scenicznego doświadczenia, oboje bardzo przejmują się swoją rolą w zespole — ona pracowicie przezwycięża opory dotyczące śpiewania, zgłębiając jednocześnie tajniki kija deszczowego, on stawia pierwsze (!) kroki w grze na basie. To dzięki nim błękitna łódeczka wpływa na zupełnie nowe, dużo głębsze i rozleglejsze brzmienia. To właśnie w tym czwórkowym składzie BETTY BLUE zaczyna powoli ustalać kurs muzyczny, którym będzie odtąd płynąć przez "szantowe" wody.
Pierwszy (wciąż bardzo niepewny) występ na własnym podwórku, czyli na "Szantach we Wrocławiu" przynosi jeszcze tylko wyróżnienie dla Eli Kołodziejczyk za próbę kreacji szanty aktorskiej. Kolejne występy — mysłowickie "Szanty na Trójkącie" (III nagroda za wysoki poziom artystyczny); kielecka "Szanta na Sukces" (II nagroda "Srebrna Gejtawa" oraz wyróżnienie dla Eli Kołodziejczyk za piosenkę premierową "Jak fala"); Festiwal Piosenki Żeglarskiej w Kunicach (III nagroda) — są już sukcesem całej czwórki. Zwieńczeniem tego okresu staje się pierwsze zwycięstwo zespołu (I nagroda "Złoty Sekstans" w kolejnej edycji Festiwalu Piosenki Morskiej w Pobierowie) — rzec by można: szczęśliwy powrót do źródła!
I tak historia zatoczyła krąg. Minął rok. Potem zespół wziął jeszcze udział w kolejnej edycji "Szantomierza", gdzie wprawdzie nie został szczególnie wyróżniony, ale zdobył wielu nowych przyjaciół, a także całą masę bezcennych doświadczeń, nie tylko scenicznych. Występy w Sandomierzu okazały się ostatnimi w składzie czwórkowym. Justyna i Robert nie wytrzymali ciśnienia związanego ze sceną i ciągłą potrzebą doskonalenia warsztatu wykonawczego, a w konsekwencji braku czasu na inne pasje i ważne przedsięwzięcia. Granie w BETTY BLUE było dla nich bardziej niecodzienną przygodą i potrzebą wsparcia przyjaciół, niż życiowym priorytetem. We wrześniu 2006, po wielu nieprzespanych nocach i długim biciu się z myślami, dochodzą do wniosku, że jednak lepiej się czują po drugiej stronie sceny. Ale, jako że we wszystkim warto widzieć dobre strony, Błękitni do dziś mają w nich najwierniejszych i najzagorzalszych fanów. Oboje zresztą w dużej mierze przyczynili się do powstania niniejszej strony (Robson jest Webmasterem zespołu, a Justa — Błękitnym Fotografem). Nie zmienia to jednak faktu, że w pamięci tego, kto dał się ponieść czteroosobowej błękitnej łódeczce, na długo pozostanie tajemnicza Dziewczyna o Rudych Włosach i jej Ukochany Basista.

fot. Jarosław Skoś
Końcówka 2006 roku była dla BETTY BLUE bardzo trudnym okresem. Zespół znalazł się na rozdrożu. Którą drogę wybrać: wrócić do duetu (ale co z nowymi, bogatszymi aranżacjami…) czy rozejrzeć się za kimś nowym, zwłaszcza na bas (ale czy się taki ktoś znajdzie i czy będzie się z nim dobrze grać i dobrze dogadywać…)? Stanęło na tym, że co jak co, ale bez basisty już ani rusz! Zaczęły się poszukiwania…
TRIO prawie "RODZINNE"
w składzie:
ELA
KOŁODZIEJCZYK
- śpiew, gitara klasyczna, przeszkadzajki
PAWEŁ KOŁODZIEJCZYK - gitara elektroakustyczna,
śpiew
PIOTR WOŁOWSKI - gitara basowa, śpiew
fot. Justyna Paluch
Czasem żeby powstał zespół
Nieźle mieć małżeński duet.
Dać im kumpla na basówce
I już mamy Betty Blue
— napisał w jednej ze zwrotek swych "Kupletów na Wrocławskie Szanty" Robert
Kolebuk z zaprzyjaźnionego zespołu "Pod Masztem". Co racja, to racja! Pan Bóg
był dla Błękitnych łaskawy i rychło po odejściu Robsona i Justy pobłogosławił
małżeński duet przyszywanym "Synkiem". Piotruś Wołowski
okazał się strzałem w dziesiątkę! Pierwszy "egzamin" zdał już w miesiąc po
dołączeniu do zespołu na koncercie dla Messaliny we wrocławskim Klubie Łykend.
Wspólnie udało się wtedy zagrać aż 8 piosenek, które (mimo drobnych wpadek)
zostały przyjęte bardzo ciepło.
Kolejny występ to już były wielkie wody: "Zaduszki Szantowe" w Kielcach. Granie na jednej scenie z tak wielkimi szantymenami jak Ian Woods czy Johnny Collins sprawiło, że Synek połknął bakcyla, a przyszłość zespołu zaczęła się jawić w jasnych barwach… błękitu, oczywiście — do tego stopnia, że już w pociągu z Kielc do Wrocławia światło dzienne ujrzały pierwsze projekty logo zespołu autorstwa Piotrka Wołowskiego, uzdolnionego plastycznie studenta architektury. Główna nagroda na poznańskim "Szanta Claus Festiwal" (pierwsze konkursowe granie Piotrka!), a przede wszystkim nominacja do Przeglądu Konkursowego "Shanties", potwierdzona tydzień później taką samą nominacją po zwycięskiej "Eko-Tratwie" w Katowicach, ogromnie zmotywowała całą trójkę do dalszej pracy. W nowy 2007 rok weszli pełni twórczego zapału.
Styczniowy Przegląd Konkursowy "SHANTIES" w Krakowie okazał się trudnym sprawdzianem. Tylu "przeciwieństw losu" naraz chyba ich jeszcze nie spotkało… Fatalne samopoczucie Kwiatucha, a przez to dwukrotne "wyglebienie się" z gitarą (raz jeszcze w drodze na wrocławski dworzec, drugi raz już w drodze do Rotundy) sprawiło, że był nawet moment załamania i myśl, że chyba nie dadzą rady wystąpić. Gitara na szczęście była w całości, więc ostatecznie udało się. Pomimo obydwu Kwiatuchowych kolan poobijanych do krwi, rozdartych spodni i śpiewania na środkach przeciwbólowych… zagrali całkiem niezły koncert, co dało im budujące przeświadczenie, że odtąd są w stanie wystąpić już chyba w każdych warunkach! Wprawdzie nie zakwalifikowali się do udziału w Festiwalu, ale wyróżnienie zdobyte w takich okolicznościach i tak trzeba uznać za wielki sukces! Występ został ciepło przyjęty, usłyszeli wiele miłych opinii… i znów dostali nowego wiatru w żagle, choć pozostał smutek spowodowany faktem, że szanta ("John Dameray"), którą zaczęli swój występ konkursowy (jako ukłon w stronę korzeni i źródeł, z których wypływa wszelkie, nawet tak mało mające wspólnego z tradycyjną pieśnią pracy, śpiewanie o Morzu) została przez część jurorów odebrana całkowicie opacznie — jako pastisz… Cóż, na szczęście byli też tacy, którzy odczytali ich wersję zgodnie z zamierzeniem, co jest pewną pociechą ;)

fot. Tomasz Goliński
Kolejny festiwal — "Port Pieśni Pracy" w Tychach — udowodnił z kolei, że czasami zdarza się i tak, że choć "przeciwieństw losu" nie ma żadnych, to na scenie bywają po prostu gorsze dni. Nie byli zadowoleni ze swojego występu i to, że przyznano im III nagrodę i "Mały Dzwoneczek" wydaje się wielkim szczęściem… Dużo lepiej było na "Szantach we Wrocławiu", gdzie wprawdzie również zajęli III miejsce, ale stawali w szranki z dużo bardziej doświadczonymi zespołami, takimi jak "Trzy Majtki", niekwestionowani zwycięzcy konkursu, czy porywający "Mohadick".
W momencie, kiedy Kwiatuch z Pawciem szykowali się już na kolejne przeglądy w marcu, kwietniu, maju… wiara w błękitną przyszłość zawaliła się. Synek postanowił się wycofać, lojalnie oświadczając, że nie jest w stanie grać dłużej w zespole, ponieważ ogrom życiowo-naukowych spraw, jakie ma na głowie, niestety przerósł go czasowo. Z jednej strony było to jasne i uczciwe postawienie sprawy (z jednoczesnym zapewnieniem, że póki nie znajdzie się ktoś na jego miejsce, zaplanowane do maja przeglądy postara się jeszcze zagrać), z drugiej — znów powiało smutkiem i jak bumerang powróciło dręczące pytanie: co dalej? Nawet z I miejsca, które (ex aequo z zespołem "Indygo") zdobyli w marcu 2007 na "Szantkach" w Kędzierzynie-Koźlu (występując ostatecznie tylko jako duet) nie potrafili się już tak bardzo cieszyć, mimo że otrzymali także nominację na Przegląd Konkursowy "Shanties" 2008 i tygodniowy rejs mazurski (!!) Ambitne plany związane ze stroną internetową i płytką demo legły w gruzach.
TRIO PARTNERSKIE
w składzie:
ELA
KOŁODZIEJCZYK
- śpiew, gitara klasyczna, przeszkadzajki
PAWEŁ KOŁODZIEJCZYK - gitara elektroakustyczna,
śpiew
BARTEK GIELZAK - gitara
basowa
.jpg)
fot. Tomasz Lenard
Ale oto na horyzoncie (sic!) pojawił się Bartek Gielzak, basista zaprzyjaźnionego wrocławskiego zespołu "Za Horyzontem". Niejednokrotnie wspólnie jammowali w Łykendzie, więc wiadomym było, że to nie tylko świetny basista, ale i fantastyczny kompan, zarówno do grania, jak i długich rozmów o muzyce i nie tylko. Nić sympatii uplotła się szybko z obu stron, do tego stopnia, że Bartek zaproponował wsparcie basowe podczas występu konkursowego na mysłowickich "Szantach na Trójkącie" w kwietniu 2007. Mimo że zrobili tylko 2-3 próby, było to wsparcie wielce skuteczne — ex aequo z zespołem "Morże Być" Błękitni zdobyli I miejsce oraz wyróżnienie za niebanalne teksty i profesjonalizm.
Kiedy jeszcze w Mysłowicach zaczęli "trójstronne rozmowy" na temat planowanej na maj "Zęzy", Bartek stwierdził, że "on już nie chce być przedstawiany jako gościnnie wspomagający, tylko jak pełnoprawny członek zespołu". Dla Kwiatucha i Pawcia był to prawdziwy miód na serce :) Uzgodnili jeszcze kwestie organizacyjne z "Horyzontami", tak żeby nikt nie ucierpiał na tym, że Bartek będzie grać równolegle w BETTY BLUE i tak oto nowy (aktualny — odpukać! — do dziś) skład został przyklepany, przechodząc chrzest bojowy w Mikołajkach, podczas 3-setowego koncertu w Wiosce Żeglarskiej, gdzie Błękitni zagrali ponad 20 utworów po niecałym miesiącu przygotowań (!).

fot. Justyna Paluch
Maj 2007 przyniósł im dwa kolejne sukcesy: "Zęza" w Łaziskach Górnych, gdzie ich recital konkursowy zebrał wyjątkowo pochlebne recenzje, zarówno jurorów (m.in. Peggy Sue Amison, dyrektora Maritime Song Festival w Cobh w Irlandii), jak również publiczności — w efekcie znów znaleźli się na najwyższym podium, tym razem wraz z poznańskim zespołem "Mohadick" (aż dotąd ich nieosiągalnym "konkurentem") — a zaraz potem "Kubryk" w Łodzi, gdzie zdobyli główną nagrodę i kolejną nominację na Przegląd Konkursowy "Shanties" 2008.
Wreszcie można było wrócić do planów nagraniowych i promocyjnych. Lato i jesień Błękitni poświęcili na zintensyfikowanie prac nad własną stroną www oraz płytą demo, grając co jakiś czas koncerty, a także wspólnie w trójkę tworząc i aranżując nowe utwory. Jeden z nich ("Zwierciadło morza") zdobył nawet wyróżnienie w konkursie na premierową piosenkę pod hasłem "Rok Conrada", ogłoszonym przez Stowarzyszenie Gejtawy, organizatora kieleckich "Zaduszek Szantowych", podczas których zespół zaprezentował premierowe wykonanie tego utworu. Inna zagrana w tym koncercie piosenka ("Smuga cienia”, autorstwa Andrzeja Grzeli i Damiana Gawła, zarejestrowana na żywo) została laureatką listopadowej Toplisty Szantymaniaka, zdobywając 18 % głosów słuchaczy.
Początek nowego 2008 roku to udane podsumowanie etapu konkursowego w historii zespołu: kolejny udział w "Przeglądzie Konkursowym SHANTIES", tym razem zakończony nominacją do udziału w koncertach XXVII Międzynarodowego Festiwalu Piosenki Żeglarskiej "Shanties 2008" — występ w koncercie pt. "Na wodzie zima". Kolejne koncerty, czy to festiwalowe, czy to klubowe, przysparzają Błękitnym nowych sympatyków (czyt. relacja z sopockiej Plaży Piratów), co nieustannie motywuje zespół do dalszego twórczego rozwoju. Zwłaszcza Trójmiasto jest dla Błękitnej Trójki szczęśliwe (czyt. wrażenia Ryszarda W. na Forum Szantymaniaka). Napisana przez nich piosenka o "Plaży Piratów" zdobywa główną nagrodę w konkursie ogłoszonym w maju przez tę klimatyczną sopocką tawernę z okazji jej II urodzin (czyt. reminiscencje z koncertu urodzinowego Plaży Piratów).
W pierwszym kwartale 2008 roku ukazuje się płyta "Odpłynął Tom do Hilo • live" wydana wraz z magazynem "Ferment Music Demonstrations" nr 1/2008, na której znajduje się nagranie Betty Blue (zarejestrowane jeszcze w październiku 2007 podczas III Zaduszek Szantowych w Kielcach). Natomiast w maju na "Kubryku" w Łodzi premierę ma długo oczekiwane demo zespołu: debiutancki minialbum pt. "Z błękitem w tle".
A historia toczy się dalej…

fot. Tomasz Goliński